Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Smoleńsk Zostań BLOGEREM! RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
21 postów 36 komentarzy

Poglądy i przemyślenia warte prześledzenia

WD90 - "Wyrafinowanie duchowe naszego inteligentnego ogółu, jakkolwiek zupełnie zrozumiałe, gdy zważamy wszystkie jego źródła, przy bliższym zastanowieniu jest i smutne, i śmieszne zarazem."

Błędne koło historii? Cz. 2

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

"Historia nie uczy nas właściwie niczego innego poza tym, na czym polega złe rządzenie." -Thomas Jefferson

  Socjologia, postęp i demokracja w książce "Naród, jednostka, klasa'" Romana Rybarskiego z 1926 roku.

 
 
"Socjologja w drugiej połowie XIX w. stała się  
ogromnie popularną. Nie można wyjaśnić tej popularności wyłącznie 
tylko urokiem, jaki towarzyszy nowościom. Socjologja pociągnęła 
umysły także i tem, że obiecywała przewidywać przyszłość. 
Wielkiemi uogólnieniami chciała objąć czasem całą przeszłość, 
sprowadzić ogromną masę zjawisk społecznych do paru  
elementarnych czynników, a przedewszystkiem wielu przedstawicieli 
tej umiejętności widziało w niej rozwiązanie zagadek  
społecznych, podstawę nowej moralności i polityki. Ale nie zawsze 
udało się osiągnąć wyniki, któreby były na wysokim poziomie 
naukowym. Gdy się np. przegląda roczniki Międzynarodowego 
Instytutu Socjologji, to trudno się oprzeć dość przykremu 
wrażeniu. Można tam znaleźć wiele rzeczy, ale mało  
pozytywnych wyników naukowych, bardzo dużo frazesów, a czasami 
nawet dużo blagi, jeżeli wolno użyć tego wyrażenia. 
Według zdania wielu uczestników kongresów tego  
Instytutu, zagadnienia społeczne przedstawiają się prosto, różowo 
i pięknie. Zbliża się już pokój powszechny. Np. według 
R. Garofalo:„wolno spodziewać się a zarazem być dumnym za 
ludzkość z potęgi rozumu, który po tylu wiekach krwawych 
walk społecznych zaczyna narzucać się ludom i każe pojmować 
wojnę nietylko ze strachem, lecz nawet ze wstrętem, który 
budzi zbrodnia". Tenże sam socjolog mówi w r. 1909:  
„Solidarność, oto idea, która charakteryzuje i wyjaśnia tendencje 
i ruchy, jakich jesteśmy świadkami; oto sztandar, pod którym 
ze wszystkich stron chętnie się ludzie łączą i który prowadzi 
ludzkość do ziszczenia tego, co we wszystkich czasach było 
marzeniem elity myślicieli i moralistów (...)"
Przypomina się w tem miejscu następujący ustęp z  
powieści K. G. Ohestertona, „Napoleon z Nottinghill": „Następnie 
Tołstoj i humanitaryści głosili, że świat, idąc ku dobremu, staje 
się coraz litościwszy i że nadejdzie czas, kiedy nikt nie zechce 
zabijać. A mr. Mick nietylko że został wegeterjaninem, lecz po 
pewnym czasie potępił i wegeterjanizm (który, jak się  
subtelnie wyraził, „przelewa zieloną krew milczących istot") i  
przepowiadał, „że w przyszłych, lepszych czasach ludzie będą się 
żywić tylko solą. Wtedy zjawił się pamflet gdzieś z pobliża 
Oregonu (gdzie już tego spróbowano) zapytujący: dlaczego sól 
ma cierpieć?" "

"Kto dzisiaj naprawdę wierzy w cudowną, odradzającą moc 
instytucyj demokratycznych? Już nie przypisuje się jej wielkiego 
wpływu wychowawczego, a przeciwnie, wciąż się powtarza, że 
najważniejszem zadaniem społecznem jest wychować ludzi do 
demokracji. Jej obrońcy nie wykazują, że ustrój demokratyczny 
jest możliwie najlepszy; starają się tylko wykazać, że to jest 
ustrój w dzisiejszych warunkach nieunikniony, że próby  
zrywania z nim przyniosą jeszcze gorsze skutki.Tak np. pisze 
Edward Benesz: „W demokracji, nieznającej hamulców, która 
nie zna zmysłu dyscypliny, w której się nie widzi, że jeżeli 
demokracja daje obywatelom ważne prawa, to nakłada na nich 
jeszcze większe obowiązki, jest rzeczą łatwą nadużyć zasad 
demokratycznych i wepchnąć państwo w anarchję. Potrzeba 
pogłębić problemat demokracji, dobrze rozmyślać nietylko nad 
prawami obywatela, lecz także nad jego obowiązkami i nie  
zapominać nigdy, że jest specjalnie tntdniej zorganizować, i  
prowadzić państwo demoJcratyezne, -niż państwo absolutne" *). A gdy 
przeczytamy wielkie dzieło angielskiego męża stanu, Jamesa 
Bryce'a, starego liberała, poświęcone współczesnym  
demokracjom, to zauważymy, że z jego kart bije melancholja,  
sceptycyzm, troska o przyszłość demokracji. Przedewszystkiem  
stwierdza ono zupełnie objektywnie:„Demokracja w postaci, którą 
przybrała prawie wszędzie, to znaczy rządu przez zgromadzenie 
reprezentantów, objawia oznaki upadku: bo opinja i powaga 
moralna wybranych ciał podupadła prawie w każdym kraju, 
jakkolwiek te ciała muszą pozostać, jako niezbędne")."

"Podobnie, jak upowszechniają się po świecie stroje jednego 
kraju, telefony, automobile, podobnie upowszechniają się i  
instytucje demokratyczne. Gdy murzyn afrykański nosi kołnierzyk 
trochę niżej, niż to jest zwyczajem w Europie, albo gdy Arab 
w Północnej Afryce bawi się tem, że telefon dzwoni, to jest 
to tylko zabawne. Ale gdy półdziki lud, lub jakaś stara  
azjatycka cywilizacja, wyrosła zdaleka od wpływów zachodnich 
i skrystalizowana na innym zupełnie gruncie, otrzyma ustrój 
europejski—jest to czasami i tragiczne dla ludu, na którym się 
robi te eksperymenty.Nie brak i w tej dziedzinie zabawnych 
pierwiastków. Jak opowiada historyk Meksyku, E. Rabasa, 
Meksyk w przeciągu lat od 1824 do 1857 miał więcej, niż 25 
prezydentów. „Gdy wybory powołały jakiegoś obywatela na 
prezydenta, żołnierze z tej lub innej kasami buntowali się 
i zrzucali go; gdy zwycięski generał obejmował prezydenturę, 
był zrzucany przez żołnierzy z innej kasarni, zanim nawet kraj 
mógł się za nim opowiedzieć". Po tych doświadczeniach  
reformatorzy meksykańscy poszli nawet dalej w duchu  
demokratycznym: udzielili prawa głosowania ludności indyjskiej. 
Ale wtedy brakowało dostatecznej ilości wyborców, by  
utworzyć kolegja wyborcze, bo ci dzicy analfabeci nie zajmowali 
się wyborami. Trzeba było zrobić wybory przez żołnierzy 
i, jak pisze wspomniany autor, „by przeprowadzić wybory, 
było koniecznością uciekać się do oszustwa wyborczego; by 
spełnić funkcję, przepisaną przez konstytucję, konieczne było 
łamać konstytucję")
Rzeczy te nie należą już tylko do przeszłości, zarówno 
w Meksyku, jak i w innych krajach. Rozciąganie praw na ludność, 
która do nich nie dorosła, wywołuje czasami ujemne skutki 
nawet w dziedzinie gospodarczej. Historycy kolonij francuskich 
podkreślają, że gwałtowna emancypacja murzynów,  
przeprowadzona na Antylach francuskich, wywołała takie zamieszanie, że 
jego rezultatem był upadek gospodarczy tych kolonij. "

"Konstytucja Trzeciej Republiki we Francji została uchwalona 
przez ludzi, którzy w swojej większości byli zwolennikami  
powrotu do monarehji. Z tą ukrytą myślą uchwalili konstytucję; 
miała ona ułatwić ten powrót. Ale potem ta konstytucja chodzi 
po świecie, jej urządzenia przeszczepia się na inne narody, 
które mają zupełnie inne tendencje, i w ten sposób to, co jest 
przypadkowe we francuskiej konstytucji, staje się generalnem, 
uchodzi za rzecz objektywnie uzasadnioną, za wzór, który nawet 
w szczegółach się naśladuje. 
Prawodawcy kierują się mniej potrzebami danego  
społeczeństwa, a więcej abstrakcją. Ulegają biernemu  
naśladownictwu.Nie objawiają istotnej twórczości, lecz tylko stosują 
mechanicznie „ostatnie wyrazy nauki", „najbardziej postępowe 
urządzenia Zachodu" i t. d. By takie prawa pisać, wystarczy 
umieć czytać i kombinować teksty ustawodawcze. W ten sposób 
uniwersalizm zabija życie, albo je dusi w swojej klatce. Nic 
dziwnego, że jest wiele ustaw martwych, że oparte na obcych 
wzorach instytucje w praktyce nieraz okazują się karykaturą. 
Gdy się wychodzi, świadomie czy nieświadomie, z  
abstrakcyjnych praw jednostki, gdy bierne naśladownictwo ustępuje 
miejsca twórczości, nie może być inaczej. Zapomina się o tem, 
co napisał Napoleon (choć coprawda i on o tem w praktyce 
zapominał) do przedstawicieli Szwajcarji w r. 1803: „Forma 
rządu, która nie jest rezultatem długiego szeregu wydarzeń, 
nieszczęść, wysiłków, przedsięwzięć narodu, nie zapuści nigdy 
korzeni". "

"Istotą polityki, także i demokratycznej, jest, by ci, którzy 
rządzą, mieli wspólność programu, by korzystali ze swoich praw 
w jednym kierunku, by poczuwali się do odpowiedzialności za 
całość narodu.Na papierze stronnictwa mają programy  
bardzo piękne, nieraz daleko sięgające. Wysuwają idealne hasła. 
Mówi się wiele, tak jak. dawniej, o wolności, o równości,  
obiecuje Się urzeczywistnienie Królestwa Bożego na ziemi. W  
praktyce jednak te masy, które wybierają posłów, myślą o rzeczach 
bardzo poziomych, przedewszystkiem o korzyściach  
gospodarczych. Egzaltacja praw jednostki, uprawiana systematycznie, 
doprowadza do tego, że jednostki myślą przedewszystkiem 
o sobie, o swoich doraźnych korzyściach. Ostrogorski) w swo- 
jem klasycznem dziele przytacza afisz przedwyborczy,  
rozlepiony przed wyborami przez liberalne stronnictwo angielskie. 
Udowodniano na nim, że wybór konserwatywnego kandydata 
oznacza: „drogi cukier, niskie płace, mniej słoniny". Mutatis 
mutandis powtarza się to i w innych krajach. Cukier, płaca, 
słonina więcej ludzi pociągają, niż wolność, równość i  
braterstwo. Wyborcy są przekonani, że państwo powinno im dać 
dużo słoniny, i w ten sposób pojmują prawa jednostki. Nie 
można nic na to powiedzieć, bo przecież jednostki są z natury 
rozumne, ich wola powinna być urzeczywistniona. "
 
 
Kontynuacja w kolejnych postach.

KOMENTARZE

Brak komentarzy. Bądź pierwszy!

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
2627282930